Biegając boso || Amy Harmon || PREMIERA

Biegając boso || Amy Harmon || PREMIERA




Tytuł: Biegając boso
Autor: Amy Harmon
Wydawnictwo: Editio 
Data wydania: 07/08/2018
Liczba stron: 344






Josie to prawdziwy  #książkoholik. Zaczęła czytać, aby uciec od rzeczywistości, i nigdy nie przestała, ponieważ książki stały się tak wielką częścią tego, kim była. Nie tylko czytała dla przyjemności - czytała, żeby się uczyć, dyskutować, spekulować i poszerzać horyzonty.

Powieść zaczyna się, gdy Josie ma 13 lat. Samuel jest dosłownie 18-letnim chłopcem z krainy snów - poza tym, że był bardzo zagorzałym, zagubionym i zamkniętym nastolatkiem, okazał się być także dżentelmenem. Podobała mi się historia o dziedzictwie Samuela i o tym, jak się starał będąc w połowie pochodzenia indiańskim i pół „białym”. Jego plemię nie uważało go za wystarczająco urodzonego, a jego rówieśnicy nie uważali go za wystarczająco białego. Samuel utknął w otchłani gniewu i urazy, a sposób, w jaki znalazł swoje miejsce na świecie, był naprawdę piękny. Josie Jenson straciła matkę w młodym wieku i przejęła stanowisko swojego ojca i braci. Gotowanie, opiekowanie się domem i nimi od najmłodszych lat. To cicha, inteligentna dziewczyna z głową zawsze wbitą w książkę. Jej miłość do słów i wiedzy uczyniła z niej niesamowicie ukochaną postać. Samuel Yazzie, indiański chłopiec, który próbuje dowiedzieć się, gdzie jest jego miejsce na świecie. Spotyka Josie w szkolnym autobusie. Między dwójką tworzy się nieprawdopodobna przyjaźń pomimo różnicy wieku. Pięknym obrazem było gdy czytali sobie nawzajem w autobusie i dzielili się swoimi marzeniami.

Biegając boso to wzruszająca i piękna historia miłosna trwająca całe życie. Historia Josie i Samuela rozpoczęła się, gdy zostali przydzieleni do wspólnego autobusu szkolnego. Pomimo pięcioletniej różnicy wieku, oboje rozwijają silną przyjaźń i zakochują się. Żadne z nich nie reaguje na te uczucia z powodu dużej luki wieku.
Samuel jest szczególnie świadomy młodego wieku Josie i niemoralności w dążeniu do jakichkolwiek romantycznych uczuć, jakie może mieć. Postępuje uczciwie, nie przyjmując do świadomości związku, który jest czymś innym niż platoniczny. Kiedy marzenie Samuela o byciu Marine zabiera go od Josie, w końcu tracą kontakt. Josie jest zdruzgotana, ale próbuje pogrzebać zranione uczucia i zapomnieć o młodym mężczyźnie, który czuje, że ją porzucił. Przez kolejne lata ich życie przenosi ich w różne strony. Jednak ich niewypowiedziane uczucia i związek pozostają silne. Kiedy ich życie ponownie krzyżuje się z dorosłymi, okoliczności życiowe Josie znacznie się zmieniły i oboje muszą podjąć trudne decyzje. Jest to opowieść o pierwszych miłościach, złamanym sercu, przyjaźni, nieodwzajemnionej miłości, wytrwałości i tęsknocie. Było to pełne emocji i uczucia. Amy Harmon tworzy przepięknie tragiczną historię, łącząc utratę, miłość, przyjaźń, indiańskie legendy, klasyczną muzykę, pasję do języka angielskiego i religię mormońską, aby całkowicie chwycić nas za serca. Postacie są tak dobrze rozwinięte i nie można nie wspomnieć o , dojrzałości, śmiałości i przekonaniach Josie oraz zagubionego, zamyślonego i honorowego Samuela. Nie często trafiam na takie piękne i życiowe historie. Według mojego odczucia ta książka jest kierowana do każdego czytelnika. Znajdziecie tam wiele, a jeszcze więcej was zaskoczy.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:


Drań z Manhattanu ||VI Keeland || Penelope Ward

Drań z Manhattanu ||VI Keeland || Penelope Ward




Tytuł: Drań z Manhattanu
Autor: VI Keeland || Penelope Ward
Wydawnictwo: Editio
Data wydania: czerwiec 2018
Liczba stron: 320






Zaczęło się słodko, lekko i przyjemnie, aż w pewnej chwili nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Nadanie fabule pewnego niepokoju zrobiło tutaj całą robotę, ponieważ był on ciągle z nami. Czuliśmy go na każdej stronie, ale nie przyćmił innych emocji. Było dużo śmiechu, uśmiechów i rozmyśleń.

Drań z Manhattanu zaczyna się, gdy Soraya Venedetta i Graham Morgan siedzą oboje w pociągu. On nieziemsko przystojny, ona uważająca się za przeciętną kobietę. Nie mieli przyjemnego pierwszego spotkania, ponieważ Graham zachowywał się jak arogancki palant nie tylko dla niej, ale dla osoby, z którą rozmawiał przez telefon. Kiedy Graham przypadkowo zostawił swój telefon w pociągu, Soraya podniosła go i zdecydowała się go zwrócić następnego dnia. Ale zanim to zrobiła, najpierw poszperała odrobinę w jego telefonie. Po zwróceniu telefonu do Morgan Financial Holdings, której jest właścicielem, Graham nadal zachowywał się jak kutas, co skłoniło ją do zrobienia zdjęcia jej seksownych części ciała za pomocą telefonu, po czym przekazała go swojej recepcjonistce.

Pierwsza część tej powieści była przyjemna, zalotna . Do tego dochodziła seksowna wymiana SMS-ów Grahama i Sorayi. Podoba mi się, że te postacie mają niezaprzeczalną chemię, dzięki której napięcie seksualne stało się jeszcze bardziej wyczuwalne. Druga część stała się czymś poważnym z powodu nagłego zwrotu akcji. Coś czego zupełnie się nie spodziewaliśmy. I kiedy już to nastąpiło, pojawiła się kolejna niespodzianka. Jedyny zarzut do całości to denerwujący bohaterowie drugoplanowi tacy jak Avery oraz Genebieve. Za ich sprawą miałem ochotę przestać to czytać. Ale z drugiej strony właśnie dodanie takiego kwasu do powieści nadało jej dobrego smaku. Książka nie była pozbawiona pewnych przewidywalnych sytuacji, ale efekt końcowy był oczywiście satysfakcjonujący. Jeżeli macie ochotę na lekką, ale też zabawną i uroczą historię to koniecznie sięgnijcie po Drania z Manhattanu! Nie będziecie żałować :)

Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż nigdy nie poczuć, jak ziemia usuwa ci się spod nóg. Nawet chwilowa radość jest lepsza niż całkowity jej brak.
Chyba zwyczajnie nie przywykłeś do kobiet, które trzymają kolana razem. Tymczasem pragnę cię poinformować, że istnieje takie zjawisko jak dama, która się szanuje.
Nie bój się zranienia. Lepiej wzbić się w niebo i upaść, niż  nigdy nie poczuć, jak ziemia osuwa ci się spod nóg. Nawet chwila radości jest lepsza niż całkowity jej brak. Boisz się zranienia, tak jak ja boję się śmierci. Ale pomimo strachu zamierzam przeżyć w pełni każdy dzień, jaki mi został. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:
Dzień, w którym cię straciłam || Fionnuala Kearney

Dzień, w którym cię straciłam || Fionnuala Kearney




Tytuł: Dzień, w którym cię straciłam 
Autor: Fionnuala Kearney
Wydawnictwo:  Kobiece   
Data wydania: 26/04/2018
Liczba stron: 447










    Mówi się, że najgorszym przeżyciem dla rodzica jest śmierć własnego dziecka. We wszechświecie jest pewna kolejność rzeczy, jednak takie sytuacje się zdarzają. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co czuła Jess – matka Anny. To właśnie jej córka zginęła podczas wyjazdu w góry. Młoda kobieta osierociła córkę Rose, którą obecnie opiekuje się babcia – Jess. Wnuczka jest dla niej wszystkim. Pomimo, że nastał najgorszy czas w jej życiu, gdzie pomimo przechodzenia żałoby musi być silna dla Rose. Wypadek Anny rodzi wiele nowych pytań na które matka będzie musiała znaleźć odpowiedzi.

   Nie spodziewałem się historii która wbije mnie w fotel, a nic na początku tego nie sugerowało. Jednak z biegiem wydarzeń i odkrycia kilku faktów ta historia zaczyna żyć w nas. To dość bolesna opowieść, ale jednocześnie niezwykła. Początkowo czytałem tę historię bez żadnego zaangażowania jednak kolejne strony sprawiły, że zacząłem bardziej przeżywać wszystko wraz z bohaterami.

   Pewne osoby były tak wspierające, że wydawało mi się to aż dziwne. Ludzie w takiej sytuacji starają się żyć normalnie, a przede wszystkim pogodzić się z rzeczywistością i codziennymi problemami. Jednak nie możemy być nigdy w stu procentach niczego pewni. Fionnuala Kearney jednak w pewnym momencie postanowiła wywrócić akcję do góry nogami co było świetnym posunięciem. Zaskoczenie czytelnika w momencie kiedy się tego nie spodziewa zawsze działa. Pierwsza część książki została opowiedziana z punktu widzenia Jess, Theo oraz dawnymi wpisami Anny z jej bloga. W późniejszym czasie jednak całość skupia się prawie na punkcie widzenia Jessy. Takie przełączenie narracji również dodało charakteru tej książce. Całościowo wyszło to wszystko bardzo dobrze. Autorka stworzyła obrazy straty, żalu, rodziny, przyjaźni w niezwykle realistyczny sposób. Ciężko jest cokolwiek mi więcej powiedzieć bo książka poruszyła pewne kwestie z mojego życia. Człowiek, który przeżył daną rzecz w zupełnie inny sposób odbierze książkę. Jeden się tym nie przejmie, a dla drugiego nie będzie miało to większego znaczenia. Jednak zawsze będzie osoba, która to zrozumie. Zrozumie co chciała pokazać autorka w dosadny sposób.

   Bardzo doceniam książki, które niosą swoją historią jakiś przekaz. Dzień, w którym cię straciłam pokazał jak bardzo bezbronnymi ludźmi jesteśmy, a w rzeczywistości jesteśmy niczym bez wsparcia naszej rodziny i przyjaciół. Nie ważne jak silne więzy mamy z drugą osobą bo musimy pamiętać, że nie są one wieczne. Zawsze ktoś może je przeciąć. Ta książka jest całkowicie kompletna. Ma w sobie wszystko czego mógłbym od niej wymagać. Pomimo tego, że porusza bardzo smutne problemy to napisana jest w pięknym, lekkim stylu. Podobnie jak w przypadku książki, którą zachwycałem się w ubiegłym roku ( To, co zostawiła) muszę wam przypomnieć, że są książki i historie w nich zawarte, których na długo nie można wymazać z pamięci. Jest w tej książce pewna scena, która mnie strasznie poruszyła, a chodzi mi tutaj o moment kiedy Jess chce się poddać, a Theo stara się ją pocieszyć. W jakiś sposób wszystko w środku mnie po prostu się ścisło.

   Dzień w którym cię straciłam to książka wzruszająca, a czasem łamiąca serce. Są w niej momenty kiedy pojawia się uśmiech na twarzy, a jeszcze częściej kiedy nad bohaterami pojawiają się czarne chmury. Prawdziwy rollercoaster emocji. Jeżeli lubicie tego typu literaturę to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Ja osobiście jeszcze kiedyś do niego wrócę.



Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego dziękuję: 

Dane.Sing.Love - W rytmie serc || Layla Wheldon [PATRONAT]

Dane.Sing.Love - W rytmie serc || Layla Wheldon [PATRONAT]


Tytuł: W rytmie serc
Autor: Layla Wheldon
Tom: II 
Seria: Dance Sing Love 
Wydawnictwo: Editio Red
Data wydania: 04/07/2018
Liczba stron: 432





   Książki z gatunku romansu w moim przypadku to ogromny problem, ponieważ lubię czytać różnego rodzaju gatunki literackie, ale ciężko znaleźć mi takiego autora / autorkę, która wbije się w moje oczekiwania co do  romansu. Akurat w tym przypadku jestem bardzo wybredny. Jak dotąd jedynie Leisa Reven – autorka cyklu Zły Romeo spełniła moje oczekiwania względem tej konkretnej kategorii. Ostatnio do wąskiego grona moich perełek dołączyła Layla Wheldon, której najnowszą książkę W rytmie serc objąłem patronatem. 


W ubiegłym roku przeczytałem pierwszy tom z cyklu Dane Sing Love – Miłosny układ. Wiedziałem, że jeżeli tylko pojawi się drugi tom koniecznie będę musiał po niego sięgnąć. Wszystko za sprawą zakończenia w Miłosnym układzie. Było naprawdę zaskakujące i z ręką na sercu wbiło mnie w fotel. Oczekiwałem, że wszystko skończy się happyendem, a tam zadziało się tyle, że moja ciekawość osiągnęła level: CO TAM SIĘ ODJ**** (przepraszam za wyrażenie, ale to potwierdzone info. Taka naszła mnie myśl po skończeniu pierwszego tomu). Pozostaje jednak pytanie co ma w sobie Layla Wheldon, czego według mnie brakuje innym autorom tego gatunku?  Dla mnie romans/erotyk to taka książka w której powinniśmy dosłownie płynąć. Każda strona powinna dawać nam satysfakcję i powodować uśmiech na naszej twarzy.  Jeżeli chodzi o Laylę to piszę w sposób po pierwsze – bardzo prosty, a po drugie: w bardzo rozwinięty sposób. Stara się opisywać wszystko co w danej chwili się dzieje, aby czytelnik nie musiał domyślać się w pewnych kwestach. A pomimo tego nie przesadza. To jest bardzo cienka granica. Fabuła jest po prostu smaczna i czyta się to z ogromną satysfakcją. Jednak co moim zdaniem zasługuje w tym przypadku na wyróżnienie to fakt, że autorka nie trzymała się schematu z pierwszego tomu. EwoluowałaLayla Wheldon zakończyła pierwszy tom w taki sposób, że powinno się za takie rzeczy aresztować autorkę. Nie można przyśpieszać akcji serca czytelnika w taki sposób, a na koniec pozostawić go na kilka miesięcy w niepewności jak to wszystko się skończy. Ale to właśnie zakończenie, które było dla mnie ogromnym zaskoczeniem zapoczątkowało chęć śledzenia autorki w social-mediach. Musiałem po prostu być na bieżąco z informacjami na temat pracy nad kontynuacją powieści. 

       


O czym opowiada seria DANE SING LOVE?
Przede wszystkim o dziewczynie, której największym marzeniem była chęć zaistnienia jako wspaniała tancerka. Pewnego dnia jej grupa dostała kontrakt na całe turnee sławnego piosenkarza – Jamesa Sheridana. Nic nie wskazywało na możliwość jakiegokolwiek uczucia pomiędzy gwiazdą, a zwykłą tancerką. Głowni bohaterowie są jak woda i ogień. Zupełnie inni, ale to właśnie ich do siebie przyciąga. Zastanawiałem się jak można stworzyć tak wrednego i irytującego czasami bohatera jakim jest James.  Jednak on  w drugim tomie przechodzi ogromną przemianę. Nie ma się w pewnym sensie co dziwić, ponieważ to co wydarzyło się musiało zmienić wszystko. Pierwszy tom był dla mnie bardziej komedią romantyczną, a to wszystko za sprawą ogromnego poczucia humoru tej dwójki. Ich żarty czasami zwalały mnie z nóg. Było słodko, czasem ostro, a w pewnych chwilach dość intymnie. To wszystko tworzy obraz bardzo dobrej powieści. Jednak kontynuacja przyniosła zupełnie inny wschód słońca. Layla pokazała, że nie boi się namieszać drastycznie zmieniając tor wydarzeń. Tym razem byliśmy świadkami wielu emocjonujących chwil, a zwłaszcza na początku gdzie okazało się co tak naprawdę stało się w tym strasznym zakończeniu. Zastanawiałem się jak skończy dana osoba, czy będzie tak jak wcześniej. Pierwsze chyba 70 stron czytałem ciągle zastanawiając się co to będzie, co to będzie. Kiedy wszystko się wyjaśnia, życie szykuje ci kolejnego kopniaka w cztery litery. Podnosisz się. Walczysz. A ono igra z tobą na każdym kroku. Wiele się wydarzy, a przed wami, czytelnikami wiele emocji. Zdaję sobie sprawę, że będą osoby, które powiedzą, że ten tom jest inny/gorszy. Bo prawdą jest, że to zupełnie inny styl autorki – jednak moim zdaniem dużo lepszy. Autorka podjęła duże ryzyko pisząc kontynuację w taki sposób. Ale jak dla mnie był to strzał w dziesiątkę, albo szóstka w lotto. Pokazała swój wachlarz możliwości i tylko czekać jak bardzo zaskoczy swoich czytelników przy trzecim tomie z tej serii, której premiera planowana jest na jesień tego roku. Książka przy której spędziłem fantastyczne chwile, uśmiechając się, przeżywałem z bohaterami te wszystkie wydarzenia i trzymałem nawet za nich kciuki. Jednak, czy to wszystko pójdzie w dobrą stronę? Koniecznie musicie sięgnąć po serię Dance Sing Love! Ja oddałem kawałek serca tej historii, a nie przepadam aż tak bardzo za tym gatunkiem. Nie pozostało mi nic innego jak życzyć wam cudownych chwil z piórem Layli Wheldon.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu:

Na szlaku trumien || Peter May

Na szlaku trumien || Peter May



Tytuł: Na szlaku trumien

Autor: Peter May
Wydawnictwo: Albatros
Data premiery: 06/06/2018
Liczba stron: 384



INTRYGA.
SPISEK.
MORDERSTWO.




   Nie wie jak się nazywa, nie ma pojęcia gdzie jest i kim jest. Ocknął się na plaży. Najprawdopodobniej wyrzuciło go morze. Jedyną wskazówką, która może pomóc mu znaleźć odpowiedzi na te wszystkie pytania to mapa nazwana Szlakiem Trumien. Kobieta będąca jego sąsiadką zauważa go na plaży i pyta co się stało? Znowu pływał łodzią? Gdzie łódź? Odprowadza go do domu, gdzie po chwili zjawiają się goście - pewne małżeństwo, które przychodzi z najprawdopodobniej z kolejną wizytą. Pytają jak mu idzie pisanie książki. Pierwszy fakt. Pisze książkę, tylko problem pojawia się po wyjściu gości. Na laptopie nie znajduje nic. Żadnego śladu po tym, aby naprawdę pisał książkę. Okłamał ich? Wieczorem kobieta powraca, rzucając się na niego rozpalona. Fakt drugi. Ma chyba z nią romans. Jednak to tylko jedna trzecia historii, ponieważ w książce pojawia się jeszcze dwójka bohaterów. Na wyspie Flannana zostają znalezione zwłoki zamordowanego mężczyzny. Policji szybko udaje się znaleźć pierwszego podejrzanego. Niestety sam podejrzany nie wiele pamięta. W Edynburgu spotykamy ostatnią bohaterkę - Karen Fleming. To młoda dziewczyna, która od dwóch lat walczy z pewną traumą. Wszystko to za sprawą listu od dawnego przyjaciela jej ojca, który to własnie dwa lata temu popełnił samobójstwo. Jednak z treści wynikającej z listu wynika, że ojciec może nadal żyć. 


          

   Trzy zupełnie różne osoby, które na swojej życiowej ścieżce stanęły oko w oko z niebezpieczeństwem. W jaki sposób to wszystko się połączy? Będziecie zaskoczeni. Peter May ma ogromny talent do budowania napięcia dlatego postanowiłem kupić jego poprzednie książki, a przede wszystkim trylogię Wyspy Lewisa. Fabuła od samego początku mnie wciągnęła. Niewyjaśnione okoliczności, brak pamięci, napięcie, tajemnica i niebezpieczeństwo. Na szlaku trumien to bardzo dobry thriller z ciekawym zakończeniem. Oby więcej takich książek. Każdy z bohaterów pojawiających się w powieści jest wykreowany w dość ciekawy sposób. Każdy z nich ma wady, własne demony.



Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu: 




Kirke || Madeline Miller

Kirke || Madeline Miller




Tytuł: Kirke
Autor: Madeline Miller
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 414
Data premiery: 13/06/2018






   W ostatnich tygodniach w social-mediach możemy podziwiać polskie wydanie Kirke. Jest to jedna z najpiękniej wydanych książek w Polsce. Wydawnictwo Albatros postanowiło wydać okładkę w oryginale - pozostawiając wydanie w twardej oprawie z obwolutą. Po prostu cudo! Obawiałem się sięgnięcia po Kirke, ponieważ została ona tak wychwalana przez blogerów, że moje wymagania były ogromne. Czy ja również zakochałem się w tej historii? 

   W mitologii greckiej Helios był bogiem słońca. Według wierzeń starożytnych Greków przemierzał codziennie niebo na swoim złotym rydwanie. Stanowił źródło życia i światła. Pewnego dnia na świat przyszła jego córka Kirke - jednak nie tak silna jak ojciec, czy matka. Jej problemem w pewnym stopniu jest brak akceptacji, czy niedocenianie przez innych. Pewnego dnia chce pomóc śmiertelnikowi w złapaniu ryb. Szybko spostrzega, że się w nim zakochała. Kirke odkrywa w sobie pewien dar. Ogromne predyspozycje do korzystania z czarnoksięstwa. Po pewnym incydencie spowodowanym przez Kirkę - Helios oraz Zeus postanawiają wygnać kobietę na Eos - bezludną wyspę, gdzie nie będzie mogła więcej im zagrażać.W latach jej wygnania spotyka bogów, potwory i innych śmiertelników. Wszyscy, których nauczyliśmy się dzięki greckiej mitologii. Jej los splata się z Hermesem, Ikarem, Dedalem, Medeą, narodzinami Minotaura i wieloma innymi. 

        

   Kirke okazała być się książką fantastyczną, ale pomimo tego czegoś mi zabrakło. Czyta się to bardzo dobrze - z ogromnym zainteresowaniem co stanie się na kolejnej stronie powieść. Jednak biorąc książkę pod względem całości nie porwała mnie aż tak jakbym tego chciał. Nie chodzi tutaj oto, że książka ma jakieś błędy. Dla mnie po prostu historia była zwyczajna. Przyczyną może być też fakt, że książka to jedna wielka kolebka mitów. Opowieści, które znam, które już kiedyś słyszałem. Dlatego nie porwały mnie w większy sposób. Ale pomimo tego spędziłem naprawdę miło czas na czytaniu tej książki. Postać Kirke była dla mnie bardzo dobrze wykreowana. Jest całkowicie ludzka w swoich emocjach pokazując żal, miłość, determinację, zemstę, a czasem nawet egoizm. To czyni ją postacią wielobarwną i jest dobrym kontrastem dla innych bogów, bogiń, czy nimf. Kirke w swojej przygodzie stawia czoło wielu niebezpieczeństwom. Pokazuje swoją odwagę i determinację kiedy napotyka mroczne stworzenia. Jeżeli kochacie mitologię to książka dla was.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu


Copyright © 2014 BartoszCzyta , Blogger